Prezeczytaj zanim zaczniesz pisać:

sobota, 13 lutego 2016

Gabriel - Krew na rękach (do Oriabi)(10.04.217 r.)

Leżałem na łóżku okryty ciepłym, brązowym kocem. Wszystko wokół mnie wydawało się takie niezwykłe. Dzisiejszy dzień, ludzie, których spotkałem i sam gmach akademii. Nie mogłem ukryć szczęścia, które mnie przepełniało, więc na mojej buzi, odkąd wszedłem do pokoju, gościł uśmiech. Miękki materac pode mną, oraz widok z okna na zachodzące za linią drzew słońce, sprawił, że zacząłem być senny. Gdy moje powieki już się zamykały usłyszałem dziwny skrzek pod moim oknem. Wstałem gwałtownie, i spojrzałem w jego stronę. 
Na parapecie siedział Bielus. Zwierzątko widocznie było czymś zmartwione, gdyż nerwowo oczekiwało na moją reakcję. 
Postanowiłem dowiedzieć się, co się stało. Podszedłem do okna i je otworzyłem. Zwierzę wirowało w powietrzu, jakby mnie ponaglając, więc nie głowiąc się zbyt nad powodem jego dziwnego zachowania, ubrałem koszulkę oraz stojące przy moim łóżku buty, a następnie wyszedłem przez nie na dwór. 
Bielus od razu, poleciał do przodu, a ja rozumiejąc aluzję podążałem za nim. Po pokonaniu paru metrów znaleźliśmy się koło rozłożystego drzewa. Dopiero po chwili zauważyłem opartą o jego pień Oriabi. Szybko do niej podbiegłem. Nie mogłem wydusić z siebie żadnego słowa. Jej lewe skrzydło było całe zakrwawione. Krwotok nie mógł trwać długo, gdyż dziewczyna była w miarę przytomna.
- Gabriel... - powiedziała osuwając się na ziemię. Nie wiedząc co zrobić, postanowiłem zabrać ją do Aphisa, to w końcu on zajmował się tutaj leczeniem. 
Lekkim ruchem wziąłem dziewczynę na ręce. Krew nieustannie płynęła z jej skrzydła, a ja zastanawiałem się, kto mógł chcieć ją skrzywdzić. 
Choć ludzi wokół mnie było niewiele, to ci, których spotykałem patrzyli na mnie przerażeni. Żadna z tych osób nie zaproponowała mi pomocy. Choć nie można im było mieć tego za złe. Byli w szoku. W końcu niecodziennie widzi się krwawiącego anioła niesionego przez, ubranego w spodenki od piżamy oraz za dużą koszulkę, smoka. Tym bardziej gdy leciał przy nas nieprzeciętnych rozmiarów, biały nietoperz. 
Po dziesięciu minutach byliśmy już przy komnatach ducha, nie pukając wszedłem do środka. Mężczyzna widocznie przywykł do takich sytuacji, gdyż opanowany od razu zajęł się pacjentką, a mi kazał udać się do pokoju i wziąć kąpiel. 
Moje blade ręce były całe we krwi. To samo można było powiedzieć o koszulce, którą miałem na sobie. Powoli szedłem do swojego pokoju myśląc nad tym, co przydarzyło się dziewczynie. W tym momencie żałowałem, że zwierzęta nie potrafią mówić. Gdyby Bielus miał tą zdolność, moja ciekawość została by zaspokojona i wiedziałbym czy warto powiadomić o całej sytuacji Panią Liliope. 

<Oriabi? Wyzdrowiałaś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz