Leżałem na łóżku okryty ciepłym, brązowym kocem. Wszystko wokół mnie
wydawało się takie niezwykłe. Dzisiejszy dzień, ludzie, których spotkałem
i sam gmach akademii. Nie mogłem ukryć szczęścia, które mnie
przepełniało, więc na mojej buzi, odkąd wszedłem do pokoju, gościł
uśmiech. Miękki materac pode mną, oraz widok z okna na zachodzące za
linią drzew słońce, sprawił, że zacząłem być senny. Gdy moje powieki już
się zamykały usłyszałem dziwny skrzek pod moim oknem. Wstałem
gwałtownie, i spojrzałem w jego stronę.
Na parapecie siedział Bielus.
Zwierzątko widocznie było czymś zmartwione, gdyż nerwowo oczekiwało na
moją reakcję.
Postanowiłem dowiedzieć się, co się stało. Podszedłem do
okna i je otworzyłem. Zwierzę wirowało w powietrzu, jakby mnie
ponaglając, więc nie głowiąc się zbyt nad powodem jego dziwnego
zachowania, ubrałem koszulkę oraz stojące przy moim łóżku buty, a
następnie wyszedłem przez nie na dwór.
Bielus od razu, poleciał do
przodu, a ja rozumiejąc aluzję podążałem za nim. Po pokonaniu paru
metrów znaleźliśmy się koło rozłożystego drzewa. Dopiero po chwili
zauważyłem opartą o jego pień Oriabi. Szybko do niej podbiegłem. Nie
mogłem wydusić z siebie żadnego słowa. Jej lewe skrzydło było całe
zakrwawione. Krwotok nie mógł trwać długo, gdyż dziewczyna była w miarę
przytomna.
- Gabriel... - powiedziała osuwając się na ziemię. Nie wiedząc co zrobić, postanowiłem zabrać ją do Aphisa, to w końcu on zajmował się tutaj leczeniem.
- Gabriel... - powiedziała osuwając się na ziemię. Nie wiedząc co zrobić, postanowiłem zabrać ją do Aphisa, to w końcu on zajmował się tutaj leczeniem.
Lekkim ruchem wziąłem dziewczynę na
ręce. Krew nieustannie płynęła z jej skrzydła, a ja zastanawiałem się,
kto mógł chcieć ją skrzywdzić.
Choć ludzi wokół mnie było niewiele, to
ci, których spotykałem patrzyli na mnie przerażeni. Żadna z tych osób
nie zaproponowała mi pomocy. Choć nie można im było mieć tego za złe.
Byli w szoku. W końcu niecodziennie widzi się krwawiącego anioła
niesionego przez, ubranego w spodenki od piżamy oraz za dużą koszulkę,
smoka. Tym bardziej gdy leciał przy nas nieprzeciętnych rozmiarów, biały
nietoperz.
Po dziesięciu minutach byliśmy już przy komnatach ducha, nie
pukając wszedłem do środka. Mężczyzna widocznie przywykł do takich
sytuacji, gdyż opanowany od razu zajęł się pacjentką, a mi kazał udać
się do pokoju i wziąć kąpiel.
Moje blade ręce były całe we krwi. To samo
można było powiedzieć o koszulce, którą miałem na sobie. Powoli szedłem
do swojego pokoju myśląc nad tym, co przydarzyło się dziewczynie. W tym
momencie żałowałem, że zwierzęta nie potrafią mówić. Gdyby Bielus miał
tą zdolność, moja ciekawość została by zaspokojona i wiedziałbym czy
warto powiadomić o całej sytuacji Panią Liliope.
<Oriabi? Wyzdrowiałaś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz