Prezeczytaj zanim zaczniesz pisać:

niedziela, 10 stycznia 2016

Adriel - Taki oto ja! (07.04.217 r.)

Stanowczo za bardzo mi się nudziło. Po śmierci nie ma zbyt wielu rzeczy do roboty. Tułasz się, zerkając na ludzi, na otaczający ich świat, na który mają wpływ... Ty go nie masz. Ciebie nikt nie widzi, a nawet jeśli już jest w stanie cię dostrzec, to ucieka z krzykiem drąc się wniebogłosy, zupełnie jakbyś mógł zrobić mu krzywdę. Z tym, że nie możesz! Nie możesz nic zrobić, niczego dotknąć, na nic oddziaływać. Jesteś tylko nieco chłodniejszym powiewem powietrza, który w co wrażliwszych ludziach budzi niepokój. Przyspieszają wtedy kroku, oglądają się za siebie, nie widzą nic, ale pragną się oddalić. Można wtedy iść za nimi, nieco ich poddenerwować, ale nic więcej... I tak dzień w dzień, noc w noc... Nie musisz bowiem jeść, ani spać... Ba! Nawet nie możesz tego robić! Nie masz snów! Zostają co najwyżej marzenia, jeżeli trafisz na miejsce na tyle spokojne, by nie mąciło twoich czułych bądź co bądź, zmysłów.
Tak wyglądały moje początki. Krzyk, huk, krew i rozdarte ciało... później pustka, samotność i nuda. Wieczna, wszechobecna nuda, w czasie kiedy to byłem niczym. Do chwili kiedy coś we mnie zaczęło wręcz wrzeszczeć. Wydzierać się wciąż mocniej i mocniej. Aż w końcu dokonałem cudu, takiego mojego małego, prywatnego cudu. Stałem się widzialny, mogłem mówić, poruszać tym co było wokół mnie. Znów miałem małą namiastkę życia. Nacieszyłem się nim tyle, że zanim się obejrzałem ściągnięto mnie do akademii. A było to już równy rok temu. 
Ruszyłem opustoszałym nieco korytarzem. No cóż, była już północ i znaleźć tu można było tylko maruderów, którzy czegoś tam zapomnieli, kierowali się do swoich pokoi lub błagali o szybki koniec, bo za bardzo się struli krasnoludzkim miodem. Tak, napitek ten był niezwykle popularny, ale jak się za szybko zaczęło, to później bardzo się to odchorowywało. Nie, żebym wypróbował to na własnej skórze, oj, nieee.... Do tego trzeba mieć na przykład żołądek. A przynajmniej taki sprawny, który nie dematerializuje się razem z tobą całym. Mnie to dane nie było, choć posiadałem kubki smakowe i to nad wyraz czułe. Moje degustacje jednak ograniczały się do zamoczenia w czymś języka, tylko tak, by poczuć smak. Nawet jeżeli w nieco ograniczony sposób kochałem korzystać ze swoich zmysłów. Uwielbiałem zapach kwiatów, a nawet niektórych istot, oj tak... Kochałem też dźwięki, szczególnie te, które mogłem sam wydawać. Często chodziłem więc nucąc i uwielbiałem rozmawiać z innymi. Nie tylko jednak rozmawiać. Sporo mi zostało z moich przyzwyczajeń do obserwacji. Uwielbiałem więc podglądać, nasłuchiwać i przemykać niepostrzeżenie.
Tym razem jednak chodziłem tak, żeby nie straszyć ludzi. W gruncie rzeczy ważyłem przez większość czasu tyle co nic, więc ciężko było mi wydawać odgłosy, a kiedy nie było słychać moich kroków i nagle zwidywałem się za kimś... cóż większość istot nie była z tego powodu zachwycona. Starałem się więc swoje ważyć i być jak najbardziej przypominać istotę z krwi i kości. W gruncie rzeczy szło mi to nad wraz sprawnie i tylko czasem się z czymś zapomniałem.
Ledwie wyszedłem na dziedziniec, a moim oczom ukazała się różowa czupryna. Tak charakterystyczny element, po którym z łatwością można było poznać obiekt mojego zainteresowania od pewnego czasu. Alan... gargulec... Istota inna niż wszystkie. Dlaczego? Bo był... nudny... Tak na pozór oczywiście. A to dlatego, że nie biegał jak kot z pełnym pęcherzem dokoła, nie szczebiotał do każdego, robiąc przy tym słodkie oczy i zabiegając o ich względy. Był uprzejmy, ale nie po to, żeby wywrzeć wrażenie. Miewał też te swoje "zwiechy", które tak mnie bawiły. Lubiłem wtedy do niego podchodzić i szeptać mu na ucho różne głupoty wiedząc, że i tak mało z tego będzie później kojarzył. A nawet jeśli słyszał więcej niż chciał przyznać, to krył to bardzo dokładnie. Lubiłem się z nim droczyć. Sprawdzać czy zareaguje i jak. Po prostu mnie ciekawił, a do tego nie można było mu odmówić urody. Śliczna mordka, zgrabny tyłek... Idealnie. 
Rozpłynąłem się ślicznie w powietrzu i podfrunąłem do niego.
- A cóż tu robisz w tę ciemną noc? - spytałem "opierając" niematerialne teraz dłonie na jego ramionach, czego oczywiście poczuć nie mógł, no może poza odrobinkę chłodniejszym powietrzem muskającym jego skórę. 
- Nic specjalnego... - stwierdził jak zwykle zamierając nieco. Robił tak zawsze kiedy byłem za blisko, nawet jeżeli byłem mało materialny i równie mało widzialny, ale dałem o sobie znać. Zauważyłem jednak mysią norę, która zapewne przykuła jego uwagę. 
Sapnąłem niezadowolony z tego, że nie raczył mi nawet powiedzieć po co tu sterczy, przecież bym mu pomógł. I pomogłem, sięgając dłonią by wniknęła wgłąb ziemi. Mysz wystraszyła się, czując czyjąś obecność i bojąc się jej bardziej niż tego, co czyhało na zewnątrz. Wybiegła. 
Alan capnął gryzonia i to nadzwyczaj zgrabnie, choć chwilkę wcześniej miał zadatki na marmurowy posążek. 
- Nie ma za co - wymruczałem i ruszyłem dalej, materializując się znowu, zostawiając go z jego przekąską. Nie lubiłem mięsa... i krwi... Brzydziły mnie one. Może to miało coś wspólnego z okolicznościami mojej śmierci? W końcu pamiętałem dość sporą masakrę... Nie bardzo wiedziałem tylko czy to aby na pewno moje ciało tak mocno wtedy krwawiło. 

<Alan? Dobra myszka? I chce ktoś ze mną uciąć pogawędkę tej nocy ciemnej?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz